Karpacz - Karpacz6
Za karczmą o nazwie
Karpacz, czyli tak jak to miasto w górach, przez długie lata była w naszej wsi górka, z której za dzieciaka zjeżdżało się na sankach. Była, ale się zmyła, bo ta Cholewiakowi, co już trzeciego chłopa ma, sprzedała ją miastowemu, to ją ogrodził. Po co on sam wie. Raduś zobaczył w telewizorze jak jeżdżą na nartach i zapakował mnie i dziecka i pojechaliśmy do Karpacza. O jaka tam była góra - większa od naszej karczmy i tej górki co za nią, a nawet od stodoły sołtysa. Najważniejsze, że dziecka wyhasali się po świeżym powietrzu, że mój Raduś po Karpaczu pochodził, nawet kilka razy na nartach się spróbował. Jak się śmialiśmy, ja i dziecka, jak lądował co chwile w tym śniegu. Dobrze, że choć nie był dobrze ubity, to i on się sam zanadto nie obił. Karpacz ładne miasto, ludzisków dużo, a już w kościele to w zwykłą niedzielę jak u nas na Pasterce. Nieraz się jakiegoś takiego, co po zagranicznemu gada słyszy, ale nie taka *kultura* jak u nas we wsi . Nieraz i my w takim Western City byli, to tam dziecka udawali, że na dzikim zachodzie jak Indiańcy na bizony polują. A jeszcze inny raz to my posiedzieli na ławce i na Śnieżkę popatrzeli. Z tą Unią to już tak dobrze nam, że my mogli tu przyjechać, nie jak kiedyś. Karpacz ładne miasto, ale u nas we wsi ładniej. Może jeszcze kiedyś tu przyjedziemy, to posiedzimy po światowemu na ławce.

Podobne: